Dane techniczne:
- Autor: Roberts Nora
- Tytuł: Siły ciemności
- Tytuł oryginalny: Dark Witch
- Seria: Rodzina O'Dwyer
- Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
- Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
- Liczba e-stron (epub): 314
- Premiera: 11 marca 2014
- Gatunek: romans, fantastyka
Kto nie kojarzy nazwiska Nory Roberts? Autorka ma bardzo bogatą bibliografię, osobiście kojarzę ją z romansami, choć słyszałam że pisze również inne gatunki. Dwa lata temu miałam okazję zapoznać się z jej twórczością przez "Wzburzone fale". Ostatnio wpadła mi w oko nowo-wydany pierwszy tom trylogii - "Siły ciemności", opowiadający historię rodziny, na której ciąży swego rodzaju klątwa.
Iona nie czuje się spełniona w życiu, nie może się odnaleźć, dlatego postanawia wrócić na ziemie przodków, do Irlandii, gdzie mieszka jej daleka rodzina. Nawiązuje kontakt z kuzynostwem, zaczyna pracować w stadninie, bo konie kocha i rozumie. I poznaje mężczyznę, który zawładnął jej sercem. Ale w tym wszystkim pojawia się mroczna siła, która chce zniszczyć jej rodzinę, pradawna magia nadal rządzi na tych ziemiach.
Nigdy nie czytałam romansu połączonymi z wierzeniami pierwotnymi - magią, czarownicami. No dobrze, jak byłam nastolatką pochłonęłam całą "Sagę o Ludziach Lodu" Margit Sandemo, ale tamte książki nigdy nie były dla mnie romansem - sagą rodzinną, fantastyką a dopiero gdzieś potem pojawiał się romans. Tutaj natomiast autora zafundowała połączenie pół na pół - romans z fantastyką. Już od pierwszej strony pojawa się dużo magii - bohaterka zaczyna uczyć się władać swoimi mocami czarownicy, co ją nie dziwi, bo uświadamiałą ją w tym babcia przez wiele lat. Jej kuzynostwo - Branna i Connor od dzieciństwa znają swoje moce i przeznaczenie. Wiedzą, że w końcu we trójkę przyjdzie im się zmierzyć z mroczną siłą, która od wielu pokoleń chce odebrać im magię. Oprócz tej trójki poznajemy troje blisko zaprzyjaźnionych z nimi ludzi - Mearę, Fina i Boyla. Towarzystwo trzyma się razem przez całe życie, a teraz dołączyła do nich Iona.
Niestety mimo dobrych chęci książka sprawiła mi dużo zawodu.
Prolog, który przedstawia wydarzenia z XIII wieku bardzo mocno kojarzył mi się z wyżej wspomnianą "Sagą...". Wydarzenia współczesne również mnie nie przekonały - Iona "co w sercu to na języku" kojarzy mi się z Alice Cullen ze Zmierzchu - chochlik, niska, blondynka z krótką fryzurką. Pewnie czytam za dużo książek, ale oprócz porównań jest parę innych rzeczy, które mnie denerwowały.
Iona od razu po przybyciu do Irlandii odwiedza kuzynów, których w życiu nie widziała, co więcej nie zapowiadała się że przyjedzie, a oni bez jednego słowa przyjmują ją pod swój dach. Bohaterka ze względu na swoje powiązania magiczne świetnie dogaduje się z końmi i właśnie w stadninie poznaje miłość swojego życiu. Od pierwszego spojrzenia mężczyzna robi na niej wrażenie, może nie myśli, że to miłość, ale na pewno oczarowanie, które zresztą w miłość zmienia się bardzo szybko. Jeśli chodzi o Boyla, to dziewczyna też robi na nim wrażenie i szybko się do siebie zbliżają. Potem już są ze sobą właściwie przez całą książkę. Oczywiście pojawia się nieporozumienie, zranione uczucia, ale w sumie nie ma większych wzlotów i upadków. Akcja dąży do spotkania ze złą siłą, która jest finałem tego tomu.
O błędach mniejszych lub większych można by pisać dużo. Wiem jakie pary pojawią się w drugim i trzecim tomie serii, więc chyba nie ma sensu po nie sięgać.
Są jednak i plusy. Język sprawił, że wciągnęłam się w tą historię. Mimo, że cały czas na nią psioczyłam, to w pewnym momencie uroniłam łezkę. Bohaterowie mi się podobają, mają swoje tajemnice, choć są osobami, które da się lubić. Ciekawym zabiegiem było połączenie losu każdego z trójki kuzynostwa z konkretnym zwierzęciem. Szkielet tej historii jest ciekawy i można by go dobrze rozwinąć, co się niestety nie udaje.
Książka ma dużo minusów, największym z nich jest przewidywalność, zarówno jeśli chodzi o relacje między bohaterami, jak i wątek magiczny. Połączenie tych gatunków nie wyszło autorce na dobre, bo niestety żaden nie jest dopracowany i przez to oba są nieciekawe.
Co najlepsze doczytałam się, że jest to bestseler New York Timesa o.O. Nie wnikam, kto tam dokonuje wyborów.
Podsumowując zawiodłam się na tej pozycji. Wiem, że romans nie jest wymagającym gatunkiem, ale jakiś poziom powinien trzymać. Nie mam zamiaru rezygnować z dalszego poznawania pisarstwa autorki, choć z tą serią się raczej nie zetknę.
Kto nie kojarzy nazwiska Nory Roberts? Autorka ma bardzo bogatą bibliografię, osobiście kojarzę ją z romansami, choć słyszałam że pisze również inne gatunki. Dwa lata temu miałam okazję zapoznać się z jej twórczością przez "Wzburzone fale". Ostatnio wpadła mi w oko nowo-wydany pierwszy tom trylogii - "Siły ciemności", opowiadający historię rodziny, na której ciąży swego rodzaju klątwa.
Iona nie czuje się spełniona w życiu, nie może się odnaleźć, dlatego postanawia wrócić na ziemie przodków, do Irlandii, gdzie mieszka jej daleka rodzina. Nawiązuje kontakt z kuzynostwem, zaczyna pracować w stadninie, bo konie kocha i rozumie. I poznaje mężczyznę, który zawładnął jej sercem. Ale w tym wszystkim pojawia się mroczna siła, która chce zniszczyć jej rodzinę, pradawna magia nadal rządzi na tych ziemiach.
Nigdy nie czytałam romansu połączonymi z wierzeniami pierwotnymi - magią, czarownicami. No dobrze, jak byłam nastolatką pochłonęłam całą "Sagę o Ludziach Lodu" Margit Sandemo, ale tamte książki nigdy nie były dla mnie romansem - sagą rodzinną, fantastyką a dopiero gdzieś potem pojawiał się romans. Tutaj natomiast autora zafundowała połączenie pół na pół - romans z fantastyką. Już od pierwszej strony pojawa się dużo magii - bohaterka zaczyna uczyć się władać swoimi mocami czarownicy, co ją nie dziwi, bo uświadamiałą ją w tym babcia przez wiele lat. Jej kuzynostwo - Branna i Connor od dzieciństwa znają swoje moce i przeznaczenie. Wiedzą, że w końcu we trójkę przyjdzie im się zmierzyć z mroczną siłą, która od wielu pokoleń chce odebrać im magię. Oprócz tej trójki poznajemy troje blisko zaprzyjaźnionych z nimi ludzi - Mearę, Fina i Boyla. Towarzystwo trzyma się razem przez całe życie, a teraz dołączyła do nich Iona.
Niestety mimo dobrych chęci książka sprawiła mi dużo zawodu.
Prolog, który przedstawia wydarzenia z XIII wieku bardzo mocno kojarzył mi się z wyżej wspomnianą "Sagą...". Wydarzenia współczesne również mnie nie przekonały - Iona "co w sercu to na języku" kojarzy mi się z Alice Cullen ze Zmierzchu - chochlik, niska, blondynka z krótką fryzurką. Pewnie czytam za dużo książek, ale oprócz porównań jest parę innych rzeczy, które mnie denerwowały.
Iona od razu po przybyciu do Irlandii odwiedza kuzynów, których w życiu nie widziała, co więcej nie zapowiadała się że przyjedzie, a oni bez jednego słowa przyjmują ją pod swój dach. Bohaterka ze względu na swoje powiązania magiczne świetnie dogaduje się z końmi i właśnie w stadninie poznaje miłość swojego życiu. Od pierwszego spojrzenia mężczyzna robi na niej wrażenie, może nie myśli, że to miłość, ale na pewno oczarowanie, które zresztą w miłość zmienia się bardzo szybko. Jeśli chodzi o Boyla, to dziewczyna też robi na nim wrażenie i szybko się do siebie zbliżają. Potem już są ze sobą właściwie przez całą książkę. Oczywiście pojawia się nieporozumienie, zranione uczucia, ale w sumie nie ma większych wzlotów i upadków. Akcja dąży do spotkania ze złą siłą, która jest finałem tego tomu.
O błędach mniejszych lub większych można by pisać dużo. Wiem jakie pary pojawią się w drugim i trzecim tomie serii, więc chyba nie ma sensu po nie sięgać.

Książka ma dużo minusów, największym z nich jest przewidywalność, zarówno jeśli chodzi o relacje między bohaterami, jak i wątek magiczny. Połączenie tych gatunków nie wyszło autorce na dobre, bo niestety żaden nie jest dopracowany i przez to oba są nieciekawe.
Co najlepsze doczytałam się, że jest to bestseler New York Timesa o.O. Nie wnikam, kto tam dokonuje wyborów.
Podsumowując zawiodłam się na tej pozycji. Wiem, że romans nie jest wymagającym gatunkiem, ale jakiś poziom powinien trzymać. Nie mam zamiaru rezygnować z dalszego poznawania pisarstwa autorki, choć z tą serią się raczej nie zetknę.